RSS

Na chwałę Rzymu… i Carla Chudyka!

17 Czer
Na chwałę Rzymu - okładka

Na chwałę Rzymu – okładka

Na chwałę Rzymu (w oryginale Glory To Rome), bo o tej grze dzisiaj napiszemy, jest dość nietypową, oryginalną karcianką stworzoną przez wymienionego już w tytule Carla Chudyka. Dlaczego nietypowa i oryginalna? Z dwóch powodów. Po pierwsze, poza ręką kart każdy z graczy posiada swoją małą planszę gracza. Nie jest ona bardzo konieczna do gry, ale porządkuje podwórko każdego uczestnika. Druga rzecz to wykorzystanie kart na kilka sposobów – jako kartę rozkazu (co będziemy budować?), kartę rzemieślnika (jaką akcję wykonać możemy?), czy kartę surowca (z czego będziemy budować lub co przechowywać w magazynie?). Sprytne, ciekawe, a przede wszystkim działające. A do tego trzeba napisać, że wraz z wydaniem w 2011 przez załogę wydawnictwa Boat City polskiej edycji, gra zyskała nowe lepsze życie. Między innymi za sprawą rewelacyjnych ilustracji Igora Wolskiego.

Wrażenia ogólne

Pierwsze spotkanie z grą rodzi pewne sprzeczności. Od razu widać, że jest po prostu śliczna. Z jednej strony komiksowe ilustracje na najwyższym, światowym poziomie, a z drugiej nieco odstające od tego poziomu wydanie (pudełko z falistej tektury, czy brak jakiejkolwiek wypraski w środku). Na szczęście nad tymi minusikami szybko przechodzi się do porządku dziennego, bowiem sama gra wynagradza to sowicie. Pierwsza rozgrywka to paraliż decyzyjny – i co ja mam teraz zrobić? Każda kolejna zaś przynosi coraz większe zrozumienie zasad, lepsze poznanie funkcji specjalnych poszczególnych kart, a także coraz większy uśmiech na twarzy.

Na chwałę Rzymu ma wszystko, co tygrysy lubią najbardziej: kilka różnych warunków wygranej, wiele dróg do spełnienia tych warunków, olbrzymią dawkę regrywalności i mózgożerność. Ma też, mówiąc delikatnie, dwie negatywne właściwości. Pierwsza związana jest z charakterem karcianek z funkcjami specjalnymi na kartach – potrzeba czasu, żeby wszystko poznać w działaniu i sobie poukładać. Oznacza to po prostu, że najlepiej bawią się gracze na podobnym poziomie. Początkujący niestety dostanie tęgiego łupnia od doświadczonych.

Na chwałę Rzymu - przed zmianami

Wg zasad dopuszczalna jest nieograniczona liczba aktywnych budynków (prawy górny róg)

Druga, poważniejsza wada to bardzo widoczny mechanizm kuli śnieżnej. Jak to się dzieje? W skrócie – każdy budynek po zakończeniu zaczyna służyć nam swoją specjalnością. Są one różne, od jednorazowych po działające ciągle; od skromnych (np. Palisada) po bardzo silne (np. Sąd). Przy 5-6 wybudowanych budynkach, co przy grze we dwójkę nie jest niczym wyjątkowym, funkcje zaczynają się nakładać i wychodzą combosy, w których ciężko się połapać nawet rozgrywającemu, a co dopiero współgraczom. Zdarzyła mi się, dla przykładu, sytuacja, w której stale miałem na ręku 21 kart (standardowe maksimum to 5…) Ciężko to było w ogóle utrzymać.

Co z tym fantem można zrobić

Na pierwszą niedogodność rada jest tylko jedna – grać, grać grać 🙂

Na chwałę Rzymu - zmienione

W naszym wariancie aktywne są tylko trzy. Reszta leży grzecznie w prawym dolnym rogu na pamiątkę naszych dokonań…

Na drugą natomiast mamy proste rozwiązanie. Ograniczamy liczbę aktywnych budynków do trzech. Aktywnych czyli takich, z których funkcji możemy skorzystać. Jak kończymy czwarty, z któregoś musimy zrezygnować. Bezpowrotnie. Oczywiście zdobyte Punkty Wpływów zostają. Co to zmienia? Oczywiście ogranicza rozmiary tej rzeczonej już „kuli śnieżnej”. Ale wprowadza coś jeszcze. Otóż trzeba lepiej sobie zaplanować przebieg gry. Pewne funkcje bowiem dobrze jest posiadać na początku, a inne na końcu. Dodajmy do tego jeszcze losowe dobieranie kart rozkazów i już głowa paruje. Nie da się przecież czekać pół gry, aż dobierzemy budynek, który chcieliśmy na początku wybudować. Trzeba zmieniać taktykę i działać dalej w zależności od sytuacji, bo przeciwnik nie śpi. Może mieć na przykład w zanadrzu zachomikowany Plac Miejski, który kończy rozgrywkę.
Rozegraliśmy kilkanaście partii z tą zmianą i sprawdza się wyśmienicie. Nacisk przeniósł się z monotonnego rozbudowywania własnego podwórka, na ciągłą obserwację przeciwnika i wyścig pt. „Przechytrz swojego oponenta”.

Podsumowanie

Na chwałę Rzymu często gości na naszym stole. Dostaje od nas bardzo solidną, wypracowaną 5-tkę. Zwłaszcza po powyższej poprawce. Nie testowaliśmy tego w większym gronie, gdzie z pewnością buduje się trudniej, ale zdaje się, że też powinna wpłynąć pozytywnie na jakość rozgrywki. Nie zauważyliśmy też zwiększenia tzw. downtime’u. Gra szła sprawnie i w 1,5h zawsze się mieściliśmy, co jest dla nas optymalnym czasem rozgrywki.

Jednym słowem – polecamy. Nawet bardzo. Trzeba ją wypróbować, a najlepiej mieć. Przynajmniej po to, żeby cieszyć oko ilustracjami 🙂 Jak zwykle zachęcamy też do dzielenia się swoimi doświadczeniami z testów, jak również swoimi poprawkami.

Gra oczywiście ma swoje miejsce w naszej Wypożyczalni, a znaleźć ją można tutaj: Na chwałę Rzymu

Do zobaczenia przy planszy!

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 czerwca 2013 w Karcianki, Karcianki strategiczne

 

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
Gra na parę

...osób, chwil, godzin.

Blogi Planszówkowe

czyli damsko-męskie spojrzenie na nowoczesne gry planszowe.

Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

%d blogerów lubi to: