RSS

Innowacyjny pomysł na grę…

15 Wrz
Innowacyjny pomysł na grę…

…czyli dlaczego nie przekonam się do Innowacji.

Są takie gry, które zniechęcają już po pierwszej rozgrywce; są też takie, którym mimo wszystko chcemy dać drugą szansę. Dla mnie taką grą jest właśnie gra Innowacje autorstwa Carla Chudyka. Pierwsza rozgrywka pokazała mi gdzie leży granica mojej frustracji. Nie zdarzyło mi się jeszcze nie dokończyć gry, zawsze ciągnę do końca – a nuż z tego gniota coś jeszcze wylezie. Aż do dnia, w którym zagrałem w Innowacje. Rzuciłem karty na stół i wzorem Pchły Szachrajki rzekłem: Więcej z wami w pchełki nie gram. Po czym długo nie mogłem dojść do siebie. Tym bardziej, że Edyta uznała Innowacje, za całkiem fajną grę… Dlaczego zatem dostała drugą szansę?

Podejście drugie

Całość na koniec gry

Całość na koniec gry

Minął miesiąc. W tym czasie dużo myślałem o tym, co poszło nie tak. Może czegoś nie doczytałem, może nie zrozumiałem. Swoją drogą – instrukcja jest mniej więcej na poziomie samej gry – strasznie nieintuicyjna. Przegrzebałem też forum i bgg szukając odpowiedzi na moje pytania. Wszędzie znalazłem opinie w stylu: albo kochasz albo nienawidzisz. Były też takie: szalejąca losowość, ale do opanowania. I to była dokładnie odpowiedź na moje zagwozdki – losowość. Duża, szalejąca, powodująca zwroty akcji o 587 stopni. I oswoiłem się z tą myślą. I byłem pewien, że muszę to potwierdzić. Do tego doszedł fakt, że Carl Chudyk jest też autorem gry Na chwałę Rzymu, którą uwielbiam. Ciężko mi było zatem uwierzyć w to, że ten autor wypuścił coś takiego. A poza tym Innowacje są po prostu ładnie wydane – lubię te ilustracje.

No i stało się. Zagraliśmy podejście drugie. Tym razem dociągnąłem do końca i nawet wygrałem, choć nie byłem pewien swego do samego końca, patrząc na to jak bogate imperium zbudowała Edyta. Czekałem tylko, z której strony mi dołoży. Lecz pomimo wygranej, nie miałem satysfakcji ani z samej gry, ani z wygranej. Po prostu ta gra nie daje mi frajdy.

Innowacyjny pomysł, który zepsuł grę

Moja cywilizacja

Moja cywilizacja

Po zakończeniu rozgrywki uświadomiłem sobie co jest nie tak, a wniosek okazał się druzgocący. Po kolei. Żeby wygrać grę (mówimy tu o rozgrywce 2-osobowej), trzeba dominować. Dziedzin do zdominowania jest tylko 5, a więc koniecznym jest także zdominowanie przynajmniej jednej epoki. Żeby zdominować epokę trzeba mieć wpływy. A jak zdobyć wpływy? A właśnie… (na marginesie: przypomina mi się w tym momencie dowcip o gościu w restauracji, który zgłasza zastrzeżenie do zupy i namawia kelnera, żeby spróbował; ten się długo opiera, ale w końcu się poddaje i pyta: ok, gdzie jest łyżka? a na to gość: no właśnie, gdzie jest łyżka?) Jak je zdobyć? Okazuje się, że jedynym sposobem są karty. A dokładnie te z nich (nie wiem dokładnie ile ich jest, ale bardzo mało), które pozwalają zażądać od innych przeniesienia kart do naszych wpływów, albo dają nam możliwość bez interakcji dołożenia czegoś do wpływów, czy temu podobne kombinacje. I teraz dołóżmy do tego fakt, że wszystkie karty są tasowane i dobierane z poszczególnych stosów w ciemno, oraz to, że jak ktoś raz podpadł pod dogmat żądania, to potem ciężko się spod niego uwolnić. Wniosek? O tym, kto będzie miał możliwość zdobywania wpływów decyduje ślepy los! Może być tak, że wpadnie fajna karta na samym początku i na tym opierasz swoje działania, tak jak ja to zrobiłem. Ale może być też tak (skrajny przypadek), że taka karta nie wpadnie do ręki w ogóle i przez całą grę siedzisz i mówisz do siebie: o sso chodzi… Myślę, że lepiej byłoby rozłożyć grę, pooglądać ilustracje, a następnie rzucić kością o wynik i ustalić zwycięzcę. Sprowadza się to właśnie do tego, a nerwów mniej.

Podsumowanie

Kodeks piracki - karta na dobicie

Kodeks piracki – karta na dobicie

Być może, ba, na pewno są gdzieś tacy, którzy lubią sprawdzać swój poziom szczęścia na dzisiaj. Na pewno byliby tą grą zachwyceni. Ja do nich nie należę i jestem po prostu rozczarowany. Kilka bardzo silnych kart, które decydują o przebiegu rozgrywki, wiele kart przeciętnych lub wręcz słabych, a do tego losowość decyduje o tym, czy w ogóle dostanę szansę na walkę o zwycięstwo, czy też nie. Dla mnie gra jest ewidentnie zepsuta i choć bardzo się starałem, aby tak nie było, to więcej na mój stół nie zawita. Nie wiem jak jest przy 3-4 graczach, ale na boardgamegeek.com gra jest polecana najbardziej dla 2 graczy właśnie, a zatem wyobrażam sobie, że w większym składzie jest jeszcze gorzej. Przykro mi Panie Chudyk, ale z bardzo wysokiego konia Pan spadł i musiało porządnie zaboleć.

Ponieważ, pomimo wszystkich zarzutów, które tutaj nakreśliłem, Edycie nadal gra się podoba, nie pozostaje mi nic innego jak delikatnie polecić do spróbowania również i Wam. Zwłaszcza tym, którzy lubią nagłe zmiany wiatru i ciągle sprawdzają swoje szczęście. Oczywiście, znajdziecie ją w naszej wypożyczalni tutaj: Innowacje

Do zobaczenia przy planszy!

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 września 2013 w Karcianki, Karcianki strategiczne

 

Tagi: , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
Gra na parę

...osób, chwil, godzin.

Blogi Planszówkowe

czyli damsko-męskie spojrzenie na nowoczesne gry planszowe.

Ciekawe Gry

gry planszowe i nie tylko

%d blogerów lubi to: